|
Czy naprawdę można stracić na wadze, jedząc dużo, zdrowo i bez odmawiania sobie różnych przysmaków? Okazuje się, że można.
Są przynajmniej dwie przyczyny, dla których metoda odchudzania opracowana przez francuskiego lekarza, Michela Montignaca, cieszy się tak ogromnym powodzeniem. Po pierwsze - jej twórca nie każe liczyć kalorii ani ograniczać ilości jedzenia. Po drugie - ona naprawdę skutkuje. A to jeszcze nie koniec jej zalet. Proponowany przez Montignaca sposób odżywiania się ma również dobroczynny wpływ na zdrowie - obniża poziom cholesterolu, chroni układ krążenia, reguluje przemianę materii. A ponadto pomaga stopniowo ograniczyć apetyt. Czyż nie jest to więc wystarczająca zachęta do poznania i wypróbowania tej metody?
Jak makaron, to tylko al dente
Podstawowa zasada diety brzmi: wybieraj takie produkty węglowodanowe, które w jak najmniejszym stopniu podnoszą poziom cukru we krwi. To właśnie jego nadmiar uruchamia "mechanizm" tycia. Powoduje bowiem szybki i duży wzrost stężenia insuliny, hormonu, którego zadaniem jest obniżenie poziomu cukru we krwi. Z kolei nadmierna ilość insuliny pobudza enzym odpowiedzialny za powstawanie tkanki tłuszczowej i jednocześnie blokuje wydzielanie innego enzymu, który "spala" tłuszcze.
Tę zdolność do podnoszenia poziomu cukru we krwi określa się za pomocą tzw. indeksu glikemicznego (IG). Na pierwszym etapie diety, gdy tracimy niechciane kilogramy, możemy sięgać po produkty, których IG nie przekracza 50. Dopiero na drugim etapie, kiedy staramy się trwale ustabilizować osiągniętą wagę ciała, dopuszczalne jest czasem jadanie produktów mających IG ponad 50. Montignac zwrócił również uwagę na to, że zależnie od sposobu przyrządzenia ten sam produkt może mniej lub bardziej podnosić poziom cukru. Dotyczy to np. ziemniaków, marchwi, ryżu, kukurydzy, makaronu - im dłużej gotowane, tym ich IG jest wyższe. Dlatego warzywa, jeśli tylko jest to możliwe, należy jadać surowe, natomiast makaron wyłącznie al dente, czyli półtwardy.
|